Stawigudiada 2019

Zapraszamy na XVI Festyn Gminny St…

Zakończenie sezonu 2018/2019 w klub…

W dniu dzisiejszym (13.06.2019) w …

Z Szyman polecimy do Kolonii

RYANAIR - linia lotnicza numer jed…

9. Bieg Fabrykanta – ponad 1100 zaw…

Po raz dziewiąty biegacze z Polski…

Twierdza Muzyczna! Pierwszy koncert…

W najbliższy piątek, 14 czerwca 20…

«
»

Szkocja – pamiętnik młodego emigranta cz.2

… jak już wcześniej wspomniałem, nadlatujemy nad Szkocję, z za okna samolotu widać chmury które wyglądają dość zjawiskowo, nad nimi słońce, a pod nimi ciemność, jak się później okazało pod tymi chmurami był mój cel podróży.

 

Zaczęliśmy się zbliżać do tych pięknie wyglądających z góry obłoków, które dały nam później nie oczekiwanie w kość.
Podziwiam jak samolot wlatuje w ten obłok, zachwycony, że z pięknego słoneczno – błękitnego nieba wlatujemy w chmurę o konsystencji mleka, aż tu nagle wpadamy w turbulencje, trzęsie nami i dość mocno rzuca, przypomina to trochę jazdę na kolejce górskiej, człowiek czuje jak mu w środku wszystko się obija, cały czas z za okna nic nie widać prócz silnika i skrzydła oraz padającego deszczu, nachodzą myśli co pod nami jest, czy pilot wie co robi, wiem że śmiesznie to brzmi, ale w puszce gdzie nie ma żadnej drogi ucieczki człowiek naprawdę ma takie myśli.
Po pewnym czasie uspokaja się wszystko samolot przestał trząść, a z za okna wyłania się ląd i przepiękna wyspa, kolega od razu mówi, że po odpływie można dostać się na nią piechotą. Prędkość lotu sprawia, że po kilku sekundach widać już pierwsze zabudowania, które sprawiają że buzia mi się uśmiech od ucha do ucha bo wiem, że będzie duuużo architektury do obfotografowania i zwiedzania, co zresztą widać na zdjęciach.

Podchodzimy do lądowania, pilot delikatnie posadził maszynę, włączył wsteczny ciąg i było widać jak za oknem z lotniska wzbija się chmura wody od podmuchu powietrza, samolot w ciągu kilku sekund wytracił całą swoją prędkość i zaczął powoli kołować, podjeżdżając na stanowisko do parkowania. Gdy samolot się zatrzymał i zniknęła tabliczka informująca o konieczności zapięcia pasów, ludzie zerwali się do zabierania podręcznych toreb i wyjścia, wyglądało to naprawdę śmiesznie, mało się co poniektórzy nie pozabijali o siebie.
Ja w między czasie obserwowałem jak nasze walizki są wypakowywane, a dokładnie jak się z nimi obchodzi obsługa lotniska. Wiem na pewno, wszystko co cenne i szklane nie należy tam pakować(śmiech). Gdy już się uspokoiło na pokładzie, wstaliśmy wychodząc powiedziałem dziękuje, poklepałem maszynę w podzięce za bezpieczny lot i udaliśmy się do autobusów które przewiozły nas do sali przylotów.
Wchodząc na lotnisko przechodzimy wzdłuż barierek które są zrobione jak labirynt, by wydłużyć kolejkę oraz żeby każdy spokojnie odczekał swoje przy sprawdzaniu dokumentów, ale i tu typowe polskie zachowanie kto pierwszy ten lepszy (smiech). Na wprost wyjścia z tych barierek, znajdują się stanowiska gdzie siedzą szkoccy celnicy, miny ich były bez płciowe, bez emocji, człowieka ogarniał lekki lęk mimo, że nic nie ma na sumieniu, smaczku do strachu dodaje policja która za nimi stoi i obserwuje nas pasażerów, wyglądając przy tym jak odziały specjalne obwieszone, przewodami od słuchawek, różnymi przyrządami do uprzykrzenia niegrzecznym pasażerom życia i nie wiadomo czym jeszcze, wrażenie jest takie jak by kogoś mieli zaraz zgarnąć, to procedury bezpieczeństwa, dla nas samych byśmy byli bezpieczni, ale …niepokój jest.
Po przejściu przez kontrole, potwierdzeniu tego, że ja to ja idziemy dalej przez lotnisko, aż trafiamy do wyjścia. Na parkingu czeka kuzyn kolegi który odbiera nas z lotniska i zawozi na stancję, w między czasie podziwiam widoki i jedyne moje słowa … (których się nie da zacytować), były wstanie i potrafiły opisać moje pierwsze wrażenie dotyczące miasta, inne wysublimowane nie oddadzą tego jak tu jest i czym dla mnie były te widoki.
Po szybkiej półgodzinnej jeździe z lotniska docieramy na miejsce. Na pierwszy rzut oka, dom wyglądał niewinnie, od zwykły domek jednorodzinny, ale po przekroczeniu progu, szczęka mi opadła, salon, kilka pokoi, piękna duża kuchnia i  pewien tajemniczy pokój, po przekroczeniu jego progu znajduję piękny pełno wymiarowy stół do snookera, dla mnie już było jasne gdzie będę spędzał czas w Szkocką pogodę, a pozostały czas wiadomo, na pracy i zwiedzaniu Edynburga.

I tu moi drodzy było by na tyle, mój przyjazd tutaj to było postawienie wszystkiego na jedną kartę, „uda się” innej myśli i podejścia do emigracji nie może być! nie miałem pracy, urząd pracy traktował mnie jak natręta którego trzeba spławić, pracodawcy chcieli żebym pracował za głodową stawkę jako „biały murzyn” (nie obrażając nikogo, taka moja przenośnia), gdzie człowiek w moim wieku 28 lat chce założyć rodzinę, mieć dzieci, wybudować dom i cieszyć się jeszcze życiem, ale w/w warunkach to jest nie realne.

Mam nadzieje drodzy czytelnicy, że podobał się wam opis mojej wyprawy w nieznane, obiecuję że nie raz zawitam na waszych monitorach i będę wam opisywał atrakcje jakie tutaj widziałem i z jakimi problemami się napotkałem. Wiem na pewno, że znalazłem na jakiś czas miejsce dla siebie.

Autor tekstu i zdjęć MARCIN PIETRZAK