Aleksandra Grysz została Miss Warmi…

W sobotę (9 grudnia 2017) w Hotelu …

Oszczędzanie się opłaca!

Narodowy Bank Polski Oddział Okręgo…

75. Rajd Polski rundą Mistrzostw Eu…

Światowa Rada Sportów Motorowych FI…

Szer. Sandra KRUK Wicemistrzyni Świ…

Walka na ringu czy służba wojskowa?…

Moda: świąteczna kolekcja MOHITO Li…

Projektanci MOHITO przygotowali kol…

«
»

Elektroniczna poezja – Pierwsi w nurcie niszowym

Elżbieta i Andrzej „Andymian” Mierzyńscy z Olsztyna znani są miłośnikom sztuki niszowej i obecnie z muzykami z kraju przygotowują koncert z pozdrowieniami dla Rudego Księdza. Kilka dni temu zamknięto muzyczny plebiscyt internetowy Skoda Auto Muzyka, gdzie w swoim gatunku zdobyli 1,2 i 3 miejsce. Pytamy, co o tym myślą, co z tego mają?

Jak sumujecie swoją przygodę w plebiscycie?
Andrzej Mierzyński: – Dla nas to pierwsze i pewnie ostatnie doświadczenie tego rodzaju, bo operujemy w tak innych rejonach i jesteśmy tak daleko od kręgów znajomościowych, że nie mamy szans nawet, że ktoś ważny nas wysłucha i powie OK, wiecie, co robicie, damy was tu czy tu. Staraliśmy się zatem rozpowszechnić wśród wielu ludzi nasz udział w konkursie, by więcej osób nas poznało chociażby z tak wąskiego fragmentu twórczości, jak zgłoszony utwór. Chcieliśmy, żeby ludzie dowiedzieli się, że oprócz nurtu popularnego, lansowanego i wychwalanego jako jedyny i słuszny, są inne nurty, tylko tyle chcieliśmy osiągnąć, zwrócić uwagę na to, co wychodzi z niszy.

Duża była konkurencja?
Elżbieta Mierzyńska: – Większa niż przypuszczaliśmy. Mnie po prostu zatkało. Tyle wspaniałych zespołów, świetnych głosów – naprawdę często świetniejszych od tych, które słyszę w radiu! Pomyślałam, jakie to niesprawiedliwe, zaraz potem przypomniał mi się film „Sugar Man” i nie musiałam leczyć się z depresji.
Andrzej Mierzyński: – Do konkursu muzycznego Skoda Auto Muzyka zgłoszono aż 2200 utworów w 11 gatunkach. Jazz, rock, pop, akustyczna, metal, elektroniczna, klubowa, blues, hip hop. hard rock i inna. My w swoim gatunku Muzyka Elektroniczna zajęliśmy 1 miejsce wśród 120 innych propozycji tego nurtu. A spośród wszystkich nadesłanych utworów we wszystkich gatunkach (czyli tych 2200) jesteśmy ze swoją propozycją muzyczną  na miejscu 31. Natomiast wśród wszystkich zespołów w kraju ze wszystkich gatunków, a tych zespołów było ponad 1200 – mamy miejsce 14. Tym samym znaleźliśmy się w finałowej setce najlepszych, zachowując 1 miejsce w swoim gatunku.

Czy to się przekłada na ostateczne oceny jury?
Andrzej Mierzyński: – Nie. Jury ma swój gust i swoje preferencje, np. jeden z jurorów na początku stwierdził, że jest miłośnikiem brytyjskiego rocka. Po drugie, daje się zauważyć, że jury przede wszystkim stawia na typowe co do konstrukcji piosenki, a my jak wielu innych wyskoczyliśmy z kompozycją, która piosenką nie jest, bo idziemy właśnie w innym kierunku. Chyba mamy do tego prawo, do takiego wolnego wyboru. Ponosimy tego konsekwencje, wiadomo, trudno o zaistnienie. Ale cóż, my nie działamy komercyjnie, więc mamy to (przepraszam) w de, nie przejmujemy się tym.
Elżbieta Mierzyńska: – No, nie całkiem! Ja się przejmuję, jak wiesz. Pociesza mnie jednak to, że takich ludzi jak my jest sporo, pochowani są gdzieś jak w szufladach, ale są! To niezwykle inspirujące i twórcze jednostki! Tam nikt niczego nie kopiuje, tam każdy jest autentyczny i oryginalny. Uwielbiamy to środowisko. I w takim środowisku przestępujemy do realizacji dwóch nowych projektów: „Cztery Pory Roku Muzyki Niezależnej” (dialog z Vivaldim) oraz „Taniec jest wszędzie” (pokaz muzyczno-wizualny z serią zdjęć tańca  w różnych sytuacjach, np. na dachu więżowca, na złomowanym samochodzie itp).

Jak ocenianie konkurentów, rywali, zwycięzców?
Andrzej Mierzyński: – To ich dzień lub ich 5 minut! Zamierzamy też pogratulować tym, którzy nam się spodobali niezależnie od jury, bo naprawdę niektórzy byli bardzo dobrzy, takie perełki znaleźliśmy w rocku i jazzie, oczywiście też oryginalni wykonawcy znaleźli się w naszym nurcie, niektórzy super, warsztat, kompozycja! Z gustami jury jednak absolutnie nie dyskutujemy. Choć dziwić może, że były zespoły o olbrzymiej liczbie głosów i … nic. Np. grupa „Cisza jak ta”, co wprowadziła utwór, to zaraz lawina głosów. Widać to było po dyskusji w internecie jak mają wielką rzeszę fanów. Zdobyli ponad 30 tysięcy głosów, zajęli pierwsze miejsca w swoim gatunku, chyba od 1 do 10!!!! Wydawać by się mogło, że nie powinno to przejść bez echa w ocenie jury, a jednak nie wskazano ich jako ulubieńców…
Elżbieta Mierzyńska: – My mamy swój gust, to dajmy prawo do gustu jurorom. I tak mieli arcytrudne zadanie poruszać się w takim morzu propozycji. Cieszymy się z tego co jest. Trzeba robić swoje i szukać sprzymierzeńców – może gdzieś są?

– Oceniało profesjonalne jury (Waglewski ojciec i syn, Nosowska, Mela Koteluk, dziennikarz Metz, Smolik), ale oceniali też blogerzy…
Andrzej Mierzyński: – Blogerzy…, zawsze mnie to zastanawia… Muszę przywyknąć do tego, że jeśli swoje oceny wyrażają także blogerzy modowi, w wieku po 22-23 lata i zainteresowani chyba wyłącznie szafą oraz kreowaniem wizerunku na tzw. ściance celebrytów, to dla mnie nie ta bajka.
Elżbieta Mierzyńska: – Ja nie wchodzę w dyskusję z dziewczętami z blogów modowych, choć uwielbiam ciuchy, to nie zmierzam kopać się z milionami lajków w sieci. Niech sobie rządzą. Tym bardziej, że jestem kobietą, a kobiety mają gorzej. Nic, tylko pochować się żywcem w takiej sytuacji, bez prawa głosu dla baby. Żartuję!

Macie już dalsze plany artystyczne i działacie?
Andrzej Mierzyński: – Tak, jesteśmy poumawiani z muzykami z Gdańska, Poznania, Warszawy. Najbliższa realizacja, to co wspomniałem, cykl koncertowy oparty na dialogu z Vivaldim, z wykorzystaniem głosów otoczeniu i wokalu. Pokoncertujemy w Tygodniu Kosmicznym w Olsztyńskim Planetarium, 9 i 10 pażdziernika, będzie ciekawe, pozdrowimy Rudego Księdza (przydomek Vivaldiego). Zapraszam także blogerki modowe! Może się przekonacie?

Co ze swojego dorobku cenicie najbardziej?
Elżbieta Mierzyńska: – Ja cenię sobie krytykę i niezrozumienie tego, co robimy. Cenię to w ten sposób, że dzięki temu krzepłam i nabierałam wiedzy nie tylko o sobie, ale i o krytykantach. Jak ten aspekt pominę, zapomnę, to najbardziej sobie cenię – i tu jesteśmy zgodni – współpracę z młodymi grupami twórców w dziedzinie plastyki ruchu scenicznego. Współprace były wspaniałe, z teatrem Zmysł Moniki Kazimierczyk czy z Pracownią Tańca Współczesnego Pryzmat Katarzyny Grabińskiej. Bardzo dobrze oceniamy też wszelką współpracę przy 8 edycjach Elektronicznych Pejzaży Muzycznych. Jesteśmy dumni ze wsparcia udzielonego nam przez Polskie Radio 1030 AM Chicago, a także z tego, że udało się nam wejść w dobry w kontakt z Jerzym Owsiakiem i może wyniknie z tego coś istotnego. Poza tym bardzo lubię nasze koncertowanie ze względu na wizualizacje, które opracowujemy także w oparciu o współpracę z wieloma twórcami, a Andrzej potem ten obraz modeluje do swoich kompozycji muzycznych, aby wszystko stanowiło spójną całość. Uwielbiam ten nastrój. Stoję sobie pod ekranem, a zza pleców i ponad głowę płyną obrazy, z którymi gra muzyka. Spełnienie dziecięcych marzeń, nie wiem, teraz to nic nowego, a mimo to zawsze to odczuwam niemalże jak intymny dotyk na skórze.

Nie jesteście kojarzeni z poezjowaniem?
Andrzej Mierzyński: – Jesteśmy! To częsta opinia, jaką słyszymy po koncercie.
Elżbieta Mierzyńska: – Ale w wieczorach poezji nigdy nie byliśmy. Czyli oceny sobie, życie sobie, organizatorzy sobie, cudów nie ma! Zatem dalej pogramy, wywołując dotyk na skórze. Pozdrawiamy fajnych ludzi! I jak mówi nasz przyjaciel – trzeba jechać dalej, jak w sto koni, dopóki życie trwa.


Zdjęcia:Ze strony artystów, www.andymian.pl

Autor: redakcja wo24

Tagi