Aleksandra Grysz została Miss Warmi…

W sobotę (9 grudnia 2017) w Hotelu …

Oszczędzanie się opłaca!

Narodowy Bank Polski Oddział Okręgo…

75. Rajd Polski rundą Mistrzostw Eu…

Światowa Rada Sportów Motorowych FI…

Szer. Sandra KRUK Wicemistrzyni Świ…

Walka na ringu czy służba wojskowa?…

Moda: świąteczna kolekcja MOHITO Li…

Projektanci MOHITO przygotowali kol…

«
»

Cekcyn ponad żywiołem

Weekend 14-15 lipca  należał do nawałnic i trąb. Po niedawnym ataku żywiołu w województwie warmińsko-mazurskim, teraz siła natury dotknęła województwa pomorskie, kujawsko-pomorskie, wielkopolskie, w tym okolice Świecia i Tucholi oraz Cekcyn w Borach Tucholskich, gdzie w sobotę, 14 lipca, miał się odbyć VII festiwal The Day of Electronic Music.

 

Tam w porze obiadowej scena przestała istnieć. Na szkielecie konstrukcji powiewały resztki materiału i folii. Zamoczony sprzęt pośpiesznie ewakuowano. Organizatorzy zapowiedzieli zamknięcie festiwalu.

Nawałnica i trąby  trwały około 20 minut. Pozostawiły ponad 300 ha powalonych 70-80 – letnich drzew, zniszczonych 105 budunków, zginęła jedna osoba, kilkanaście zostało  rannych, trwały trudne poszukiwania kajakarzy.

Jadąc z mężem na cekcyński  festiwal muzyczny, by spotkać zaprzyjaźnionych artystów i poznać nowych, nie przypuszczałam, że stanę się świadkiem szalonego żywiołu. Do Cekcyna przyjechaliśmy po godz. 13. Na Jeziorem Cekcyńskim kończono montaż sceny, ustawiano sprzęt muzyczny, próbowano dźwięk –  o godz. 20 miał ruszyć wielki festiwal. Atmosfera wakacyjna. Plażowicze, spacerowicze, rodziny z dziećmi, pęczniało grono artystów i fanów muzyki elektronicznej, którzy witali się serdecznie, jak w dobrej rodzinie. Mnóstwo pamiątkowych zdjęć i rozmów, planów i dyskusji… Już gromadziło się grono zainteresowanych  stoiskiem ze sprzedażą płyt, już urządzały się bary z napojami i grillem… I nagle nad Cekcyn zaczęło sunąć czarne „coś”.  Kiedy wielu ludzi udawało się na obiad  – tak mniej więcej około godz. 16. –  to „coś” stanęło jak parasol nad Cekcynem. Zrobiło się ciemno, zerwał się gwałtowny wiatr, lunęło, prawie zero widoczności, potem raptowne ochłodzenie, szum w uszach. Po kilkunastu minutach „czarne coś” odpłynęło dalej i pojawiło się słońce – jakby nigdy nic się nie stało.

Wokół rozlegały się  ogłuszające alarmy, ryczały wozy strażackie i policyjne samochody. Ktoś krzyczał, że to była trąba powietrzna. Pobiegliśmy na plażę – scena w strzępach. Silniejsi mężczyźni napinali liny powstrzymujące szkielet sceny, inni pośpiesznie ewakuowali sprzęt. Organizator imprezy ogłosił, że festiwal jest zagrożony. Niektórzy postanowili odjechać do domu. Po naradzie organizatorzy cekcyńskiej imprezy postanowili ratować swój festiwal. Oznajmiono, że festiwal zostanie przeniesiony do domu kultury. Pomieści mniej osób, wszyscy go nie zobaczą, ale to  „siła wyższa”. Natychmiast utworzyła się ekipa ludzi, którzy pomagali w przeniesieniu wszystkiego w bezpieczniejsze miejsce, inni śledzili w internecie  komunikaty meteorologiczne – kiedy w nich pojawiło się ostrzeżenie przed kolejną nawałnicą oraz komunikaty o tym, jakie zniszczenia wyrządziły trąby po sąsiedzku, wielu ludzi było naprawdę przerażonych.

Przerażenie udało się opanować, gdy impreza ruszyła. Muzyka absolutnie zwyciężyła. Niezwykłe w niej było to, że w Cekcynie tej muzyki słuchają wszyscy – można śmiało stwierdzić, że starcy i dzieci. Cekcyńska impreza burzy doszczętnie mit o tym, że muzyka elektroniczna jest niszowa, wydumana, nieprzyswajalna. To nieprawda. Wielu muzyków pojawiło się także w Olsztynie – bowiem Elektroniczne Pejzaże Muzyczne (w tym roku były po raz ósmy) i The Day of Electronic Music (po raz siódmy) – to obecnie najstarsze i w pewien sposób bratnie  cykle muzyki elektronicznej w Polsce, prowadzone w pewnej stałej koncepcji, a muzycy obu tych scen – nie rywalizują, lecz współpracują ze sobą, co nie jest częste w środowiskach twórczych, walczących o miejsce u odbiorców i na trudnym rynku. Można odnieść wrażenie, że środowisko tych ludzi jest jakby z innej planety. Zintegrowane przez uprawianą sztukę, uczące się i wspierające się, inspirujące wzajemnie, jakimś cudem istniejące bez obecności telewizyjnych kamer.

W olsztyńskich Elektronicznych Pejzażach Muzycznych zagrało dotąd blisko 30 wykonawców z 14 miast Polski oraz 5 grup tanecznych i teatralnych, budujących wizualizację live oraz spektakle podczas koncertów. W tym roku zagrał także gość z Niemiec – Steve Schroyder (kiedyś w legendarnej grupie Tangerine Dream), a choreografię Katarzyny Grabińskiej, wsparła rosyjska choreografka teatralna Tatiana Asmolkova. The Day of Electronic Music w Cekcynie ma zaś szczęście, że przez lokalne władze uznawany jest za jeden z najważniejszych festiwali w okolicy, a dzięki znanemu w okolicy przedsiębiorcy i muzykowi Marcinowi Chmarze udaje się go utrzymać jako imprezę dwudniową. Zarówno cekcyńskie, jak i olsztyńskie granie, to imprezy z wielu powodów bratnie. Artyści tych dwóch scen znają się i szanują. To przy bliższym poznaniu ich robi duże wrażenie, bo jest elementem budującym pozytywną wiarę w rzeczy niemożliwe i będące alternatywą dla tych przeżartych przez komercję. Polecam uwadze ambitne el-granie, w którym pojawia się już coraz więcej spektaklu, wokalu, obrazu, podróży wyobraźni oraz – ważny temat.

autor: Elżbieta Mierzyńska

dodano 16-07-2015

Tagi